Ewelina Janikowska
Artur: Dzień dobry. Proszę się ładnie przedstawić.
Ewelina: Dzień dobry, Ewelina Janikowska.
Artur: Zawodowo czym się zajmujesz?
Ewelina: Zawodowo jestem pedagogiem, nauczycielem oraz opiekunem młodzieżowego centrum wolontariatu. Prowadzę zajęcia rozwijające dla dzieciaków na bazie matematyki i uczę gry w szachy. Pracuję w Zespole Szkół Technicznych w Pałacu Młodzieży oraz jako pedagog w Szkole Podstawowej w Łętowicach.
Artur: Skoro praca zawodowa to nie wszystko, w Twoim życiu pojawił się wolontariat. Kiedy pierwszy raz spotkałaś się z wolontariatem?
Ewelina: Wolontariatem jestem związana już od około 13-14 lat. Na stałe razem z koleżanką prowadzimy centrum wolontariatu od 2011 roku. Wcześniej, jeszcze jako licealistka, chodziłam do Tarnowskiego Telefonu Zaufania, jeździłam na szkolenia, byłam w domu dziecka. Zawsze mnie to ciągnęło.
Artur: A jako wolontariuszka miałaś jakieś doświadczenia jeszcze przed studiami?
Ewelina: Tak, właśnie w liceum. Potem były studia, praca zawodowa i w końcu razem z koleżanką postanowiliśmy aktywizować młodzież w wolontariacie. Najpierw ona zaczęła, a później dołączyłam i wspólnie stworzyłyśmy centrum wolontariatu. Działa do dziś.
Artur: Co Twoim okiem pedagoga wolontariat wnosi w życie młodego człowieka?
Ewelina: Po pierwsze pomaga odnaleźć siebie. Robimy bardzo różne akcje – na rzecz dzieci, seniorów, zwierząt, akcje ekologiczne – więc każdy znajduje coś dla siebie i odkrywa, w jakim kierunku chce iść. Daje ogromną satysfakcję i poczucie, że jest się dla kogoś ważnym.
Dla wielu osób wolontariat jest też ucieczką i tarczą antyhejtową. Przychodzą do nas młodzi ludzie z depresją, po próbach samobójczych, z problemami w domu czy wśród rówieśników. Tutaj znajdują odskocznię, przyjaźnie, a nawet miłości. Mamy już małżeństwo z naszego wolontariatu i w tym roku urodziło się pierwsze dziecko naszych wolontariuszy. To już taka druga rodzina.
Artur: Piękna historia z tym małżeństwem.
Ewelina: Mateusz, jeden z naszych pierwszych wolontariuszy, przyszedł jako prawie trzydziestoletni facet. Zaprzyjaźnił się z Gosią, a ona poznała go ze swoją kuzynką. Teraz ma żonę i niedługo zostanie tatą. Zawsze mówi, że wolontariat dał mu żonę.
Artur: Jesteś koordynatorką działań wolontariuszy. Które akcje przez te kilkanaście lat najbardziej zapadły Ci w pamięć?
Ewelina: Na pewno „Poczta Marzeń” (wcześniej Marzycielska Poczta). Piszemy listy i kartki do dzieci chorych, często terminalnie, które nie wychodzą z domu. Na początku korzystaliśmy z ogólnopolskiej bazy, teraz sami szukamy dzieci z Tarnowa. Młodzież, dzieci i dorośli piszą listy, rysują, pakujemy to wszystko i wysyłamy. To jest bardzo wzruszające.
Drugą ważną akcją jest zbiórka dla azylu – karmy, koców, zabawek dla zwierząt. Robiliśmy też WOSP – w tym roku pałacowy sztab pobił rekord.
Przed pandemią organizowaliśmy wigilię dla osób starszych i samotnych – wolontariusze sami gotowali, piekli, przygotowywali oprawę muzyczną.
Robiliśmy też akcję „Epidemia uścisku” – wychodziliśmy na miasto z transparentami, dawaliśmy uściski, uśmiechy, życzliwość.
Artur: Jak pozyskujecie wolontariuszy? Inaczej w szkole, inaczej w Pałacu Młodzieży?
Ewelina: W szkole podaję informację, chodzę po klasach, młodzież sama się zgłasza. W Pałacu Młodzieży był coroczny nabór i przychodzili ci, którzy naprawdę chcieli działać.
Część osób przychodzi po punkty na świadectwo (trzy punkty), ale wielu zostaje na lata. Mieliśmy wolontariuszy, którzy mówili: „Pani Ewelino, przyszliśmy po punkty, a tak się wrośliśmy, że zostaliśmy”. Do dziś nas odwiedzają.
Artur: Czym dla Ciebie jest wolontariat?
Ewelina: Empatia i wrażliwość na drugiego człowieka i na otaczający nas świat – nie tylko ludzi, ale też zwierzęta. To inwestycja w siebie. Wolontariat to nie tylko praca, to przyjaźnie, rozwój, życzliwość.
Artur: Jedno zdanie dla młodego człowieka, który zastanawia się, czy warto zostać wolontariuszem.
Ewelina: Jeżeli chcecie odnaleźć siebie – warto spróbować być wolontariuszem. Dobroć i uśmiech dużo nie kosztują.