Zespół Szkół Ekonomiczno - Ogrodniczych
Dzień dobry, jesteśmy dzisiaj w ZSEO. Rozmawiam z koordynatorkami wolontariatu szkolnego. Na początek: w jakich dziedzinach u Was najczęściej działa wolontariat? Pomoc społeczna, kryzysowy, kulturalny, ekologiczny… gdzie lądujecie najchętniej?\
Głównie pomoc społeczna. Najczęściej pomagamy naszym własnym uczniom, ich rodzinom albo osobom z ich najbliższego otoczenia. Włączamy się też w różne większe, ogólnopolskie akcje.
Czyli zbiórki finansowe też wchodzą w grę?
Tak, regularnie bierzemy udział w akcjach ogólnopolskich, a przy naszych szkolnych przedsięwzięciach – jak sprzedaż ciast czy domowego chleba – całość zebranych środków idzie na pomoc konkretnej osobie z naszej społeczności.
A jak to wygląda od strony rekrutacji? Ktoś sam przychodzi i mówi „chcę pomagać”, czy Wy sami wychodzicie z propozycją?
U nas trochę inaczej niż w klasycznym kole wolontariatu. Na początku roku robimy plan akcji i zawsze startujemy od pomocy komuś z naszej szkoły. Robimy dyskretny wywiad środowiskowy – rozmawiamy z wychowawcami, pedagogiem, psychologiem – wskazujemy osobę w najtrudniejszej sytuacji. Potem pytamy ją, czy zgadza się na taką akcję wsparcia. Jak tak, to ruszamy – kiedyś piknik, sprzedaż wypieków, różne formy.
Czyli macie konkretny cel, a wolontariusze? Jak ich zbieracie do danej akcji?
Nie mamy stałej, zapisanej grupy. Na każdą akcję bierzemy wszystkich chętnych. Kto chce – ten dołącza i pomaga.
A nie obawiacie się, że ktoś może coś zepsuć albo zachować się nietaktownie? Robicie jakąś wstępną weryfikację?
Pracujemy z uczniami, których znamy bardzo dobrze – od wielu lat, jeździmy z nimi na wycieczki, robimy projekty, widzimy ich na co dzień. Wiemy, kto jest wiarygodny, komu można zaufać. Jak ktoś budzi wątpliwości – po prostu nie zapraszamy go do danej akcji. Ale generalnie drzwi otwarte dla każdego. Do tej pory nigdy nie mieliśmy przez to problemu.
Jak oceniacie świadomość wolontariatu wśród uczniów? Wiedzą, o co naprawdę chodzi, czy jeszcze sporo do zrobienia?
Jest na czym pracować, ale wiedzą już sporo. Każdą akcję ogłaszamy w mediach społecznościowych szkoły, chodzimy po klasach, mówimy osobiście. Wiedzą, co to znaczy i jak mogą pomóc w szkole. Są też pojedyncze osoby, które działają poza murami szkoły, ale to, co dalej – tam faktycznie można jeszcze więcej zrobić.
A kierujecie ich gdzieś poza szkołę, czy raczej wszystko zostaje w Waszym środowisku?
Bierzemy udział w wielu akcjach ogólnopolskich i miejskich – dostajemy zaproszenia i decydujemy. Jedna z naszych stałych akcji to przygotowywanie dużych paczek prezentów dla dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych w mieście. Robimy to co roku i na święta wręczamy.
Czyli młodzież sama pakuje i dostarcza?
Koordynatorzy placówek przyjeżdżają do nas, a nasi uczniowie – przedstawiciele – przekazują. Nie jest łatwo, bo większość nie jest pełnoletnia, więc wszystko na umowach słownych, ale z każdej akcji robimy protokół przekazania – wszystko udokumentowane.
Dobra, poproszę o kontrast: jakaś mega pozytywna, spektakularna akcja i ewentualnie coś, co poszło nie tak (choć mam nadzieję, że nie).
Negatywnych nie pamiętamy. A pozytywna… mieliśmy ucznia z chorobą zaniku mięśni, bardzo postępującą. Droga rehabilitacja, wizyty u specjalistów – mega drogie. Zrobiliśmy akcję przy okazji zebrań z rodzicami – wybraliśmy to z większą frekwencją. Rodzice i młodzież tak się włączyli… zebraliśmy prawie 5 tysięcy złotych. Przekazaliśmy rodzicom – rozpłakali się. Mówili, że nie liczyli na coś takiego, a dzięki temu będą mogli jeździć do profesora i poprawić jakość życia syna.
Pięknie. A teraz coś innego – nasz projekt to promocja wolontariatu też jako narzędzie przeciwko hejtowi w szkołach. Widzicie hejt u siebie?
Jest, jak wszędzie. Czasem w klasie, czasem cała grupa przeciwko jednej osobie. Ale mamy psychologa, psychoterapeutę, wychowawców, dyrekcję – procedury są. Jak tylko zauważymy albo ktoś zgłosi – działamy od razu. W ostatnim semestrze było kilka sytuacji, rozwiązywaliśmy, zapraszaliśmy rodziców, pytaliśmy potem, czy są zadowoleni z efektu. Walczymy z tym na bieżąco.
Myślicie, że bycie wolontariuszem może być taką tarczą?
Na pewno. Często takie dzieci uciekają w zajęcia szkolne, wolontariat – tu dostają akceptację, miłość od nauczycieli, od innych. Czasem więcej niż w domu.
Jaka jest największa korzyść dla Waszych wolontariuszy?
Podnosi samoocenę. Mogą zrobić coś dobrego, bezinteresownie. I co ważne – nigdy nie przychodzą po ocenę z zachowania czy lepszą ocenę. Robią to z serca, widać, że lubią. Czasem to nawet terapeutyczne – odreagowują swoje problemy.
Bo ja zawsze mówię: wolontariat to nie tylko pomaganie innym, ale przede wszystkim naprawa siebie. Pewność siebie, praca w grupie, empatia… zgadzacie się?
Tak. Nawet przy doraźnych akcjach – np. pakowanie paczek dla domu dziecka – angażuje się 4–5 osób, muszą współpracować, planować. To buduje umiejętności zespołowe, na pewno procentuje.
No i klasyka na koniec – jedno zdanie (albo dwa, nie obrażę się): dlaczego warto zostać wolontariuszem?
Warto pomagać. Nieść pomoc dla wszystkich. Pokazywać, że w tych czasach, kiedy dobro trochę zanika, można robić coś dobrego, bezinteresownie – w tym kapitalistycznym świecie to jest mega ważne.