Wywiad: Wolontariat PCK w VII Liceum Ogólnokształcącym

Artur: Dzisiaj spotykamy się w VII Liceum. Moją rozmówczynią jest Katarzyna Zawadzka, odpowiedzialna za szkolny wolontariat. Od jak dawna działa wolontariat w waszej szkole?

Katarzyna Zawadzka: Nasz wolontariat działa od dwóch lat. Pojawił się właściwie z dnia na dzień. Pomyślałam po prostu, że warto byłoby w szkole zorganizować taką przestrzeń dla młodzieży, aby mogli z jednej strony rozwijać swoje pasje, a z drugiej strony też poczuć to uczucie pomagania innym.

Zastanawiałam się, czy stworzyć własny wolontariat pod nazwą po prostu „szkolny wolontariat”. Natomiast weszłam na stronę PCK, popatrzyłam na działalność ich wolontariatu, jakie działania prowadzą i pomyślałam, że fajnie byłoby do nich dołączyć. Podjęłam taką decyzję, ogłosiłam w szkole informację, że jest możliwość przystąpienia do szkolnego wolontariatu PCK. Zgłosiło mi się wtedy sporo uczniów – około 12 osób. Zaczęliśmy stopniowo rejestrację, wdrażać ten wolontariat. Trochę to trwało, ale ostatecznie się udało.

Artur: Jak wygląda struktura organizacyjna? Czy to jest na tyle zdecentralizowane, że Wy podejmujecie tutaj własne inicjatywy i zgłaszacie je do PCK, czy macie z PCK jakieś sztywne ramy działania?

Katarzyna Zawadzka: Jeżeli chodzi o nasze działanie, to my działamy samodzielnie na terenie szkoły, czyli mamy własne inicjatywy, które możemy organizować w ramach PCK, pod szyldem PCK. Natomiast PCK organizuje też własne działania, do których możemy się dodatkowo włączać.

Artur: Czyli PCK to stricte wolontariat społeczny, prawda?

Katarzyna Zawadzka: Tak, jest to wolontariat społeczny. Dostajemy od PCK propozycje działań, które oni w danym okresie realizują. Na przykład na święta Czerwonokrzyska Gwiazdka – mogliśmy się w to włączyć. Natomiast PCK daje nam też dużą swobodę własnych działań. Jeśli widzimy potrzebę w naszym najbliższym środowisku lokalnym, to możemy ją realizować. Wybraliśmy się do placówki opiekuńczo-wychowawczej, gdzie zrobiliśmy zbiórkę dla dzieci z domu dziecka. Chodzimy też do hospicjum do pacjentów – bardzo często w okresie świątecznym przygotowujemy kartki z życzeniami, pierniczki. Jeździmy z uczennicami , które śpiewają w zespole szkolnym i grają na instrumentach dla pacjentów. Organizujemy na przykład Dzień Walki z Głodem na terenie szkoły.

Artur: A czego dotyczy ten Dzień Walki z Głodem?

Katarzyna Zawadzka: Ma na celu uwrażliwienie młodych ludzi na potrzeby innych – że na świecie jest bardzo dużo osób, które głodują. W naszej szkole organizujemy akcję „Podziel się kanapką”. Jest to akcja zainicjowana przez młodzież. W tym dniu przygotowujemy kanapki, tosty, którymi dzielimy się wśród uczniów i nauczycieli , aby zwrócić uwagę na to, że obok nas może być ktoś głodny i że zawsze można komuś pomóc.

Artur: Poruszacie się w dość mocno wrażliwych obszarach, pracując z młodzieżą. Bo to nie jest łatwe wejść do hospicjum i nic z tego nie wynieść.

Katarzyna Zawadzka: Nie jest łatwe. Nawet bym powiedziała, że pierwszy raz, kiedy wybieraliśmy się do hospicjum, uczennice doznały szoku. Wyobrażenia o hospicjum, jakie miały, nie pokrywały się z rzeczywistością. Wejście, zobaczenie chorych pacjentów z nowotworami, leżących osób, których niektórzy nie odwiedzają od kilku lat, ale też bardziej sprawnych pacjentów, z którymi można porozmawiać i podzielić się historiami. Jest to bardzo trudne, szczególnie dla osób wysokowrażliwych. Było to ciężkie przeżycie.

Artur: Wydaje mi się, że osoby wysoko wrażliwe same często ciągną do wolontariatu. A jakie macie zainteresowanie wolontariatem w szkole? Czy młodzież chętnie przychodzi?

Katarzyna Zawadzka: Chętnie.

Artur: O jakich liczbach mówimy?

Katarzyna Zawadzka: Jeżeli chodzi o wolontariuszy, na których zawsze możemy liczyć, to jest ich obecnie około 24. To jest z pierwszego naboru, bo co roku ktoś może dołączyć. W szkole mamy około 440 uczniów. To jest więc grupa około 24 osób, ale są to osoby faktycznie zaangażowane. Jeżeli coś robimy, robimy to wspólnie. Robią to, bo chcą i to jest bardzo ważne.

Artur: Czy to jest stała grupa, czy macie też „lotnych” wolontariuszy, którzy pojawiają się okazjonalnie?

Katarzyna Zawadzka: Tak, jak najbardziej. Na przykład w ramach DKMS organizowaliśmy akcję rejestracji potencjalnych dawców szpiku. Promowaliśmy ją przez miesiąc wcześniej – wchodziliśmy do klas, mówiliśmy o idei dawstwa, nagraliśmy spot promocyjny. W samym dniu rejestracji zaangażowali się też uczniowie, którzy na co dzień nie są w wolontariacie.

Artur: Czym dla Ciebie jest wolontariat i co bycie wolontariuszem daje młodzieży?

Katarzyna Zawadzka: Wolontariat dla mnie to bezinteresowna forma niesienia pomocy. To nauka wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, pobudzanie empatii i zrozumienia. Wolontariusze mają możliwość zobaczyć rzeczy, które na co dzień w pośpiechu życia nie są oczywiste. Myślę, że młodzież jest bardzo otwarta i ma w sobie ogrom empatii. Mimo internetu i hejtu, uczniowie mają w sobie dużo dobra i to warto rozwijać.

Artur: Czy bycie wolontariuszem może przeciwdziałać hejtowi?

Katarzyna Zawadzka: Myślę, że jak najbardziej. Wolontariusze to osoby bardziej wrażliwe i empatyczne. W ramach wolontariatu możemy organizować akcje przeciwdziałające hejtowi – prelekcje, warsztaty, gazetki, plakaty. Nasza szkoła w tamtym roku uczestniczyła w Tygodniu Przeciwdziałania Hejtowi. Mieliśmy wiele działań na terenie szkoły i byliśmy na wspólnym spotkaniu na Rynku Tarnowskim. W naszej szkole nie ma dużego hejtu. Prowadzimy dużo warsztatów, rozmów indywidualnych. Uczniowie wiedzą, że mogą przyjść z problemem. Mamy też Standard Ochrony Małoletnich. Jeżeli hejt się pojawia, staramy się szybko reagować.

Artur: Wiele akcji wymaga wychodzenia poza teren szkoły. Pracujecie tylko z pełnoletnimi uczniami? Jak wygląda formalna strona takich wyjść?

Katarzyna Zawadzka: Mamy zarówno pełnoletnich, jak i niepełnoletnich uczniów. W przypadku niepełnoletnich zawsze bierzemy pisemne zgody rodziców. Nie ma z tym problemu.

Artur: A czy zdarzały się jakieś niepowodzenia lub nieprzyjemne sytuacje w wolontariacie?

Katarzyna Zawadzka: Niepożądanych zachowań ze strony wolontariuszy nie miałam nigdy. Zdarzyło się podczas akcji „Żonkile” w kwietniu, że uczennice rozdające żonkile na ulicach Tarnowa spotkały się z nieprzyjemnymi komentarzami i epitetami ze strony przechodniów.

Artur: To pokazuje, że hejt istnieje też poza szkołą. Jak wtedy tłumaczyć to młodzieży?

Katarzyna Zawadzka: Myślę, że takie akcje w mieście są bardzo potrzebne. Przeciwdziałanie hejtowi powinno wychodzić też poza szkołę, bo przykład idzie z góry.

Artur: Na koniec – dlaczego warto zostać wolontariuszem?

Katarzyna Zawadzka: Wolontariat to bezinteresowna pomoc, która nas wewnętrznie uszlachetnia. Dawanie daje nam więcej szczęścia niż branie. Widzę po uczniach, że te wyjścia poza szkołę często kończą się łzami wzruszenia. To uczy wrażliwości, która zostaje na całe życie.

Artur: Dziękuję bardzo.

Katarzyna Zawadzka