Artur: Spotykamy się w Publicznej Szkole Podstawowej nr 1 w Woli Rzędzińskiej im. Heleny Marusarz. O działalności szkolnego wolontariatu rozmawiamy z Martą Kornaus, koordynatorką 80. Szkolnego Koła Caritas Diecezji Tarnowskiej. Koordynuje Pani wolontariat w swojej szkole. Na czym właściwie polega jego działalność? Jakie działania podejmujecie?
Marta Kornaus: Wolontariat, tak jak sama nazwa mówi, to przede wszystkim pomoc i niesienie wsparcia osobom potrzebującym. Czasami jest to pomoc bardzo dyskretna, wręcz niewidoczna. Włączamy się również w różne akcje pomocowe i współpracujemy z Caritas Diecezji Tarnowskiej. Jesteśmy 80. Szkolnym Kołem Caritas Diecezji Tarnowskiej.
Artur: Czyli koncentrujecie się przede wszystkim na pomocy społecznej?
Marta Kornaus: Tak. Szczególnie ważna jest dla nas pomoc uczniom naszej szkoły. Zdarza się, że ktoś nagle zachoruje, pojawia się ciężka choroba i rodzina potrzebuje wsparcia finansowego. Wtedy staramy się działać.
Organizujemy kiermasze ciast, sprzedajemy własnoręcznie przygotowane rzeczy, prowadzimy zbiórki. I tutaj ogromną rolę odgrywają rodzice. Bez ich pomocy nie dalibyśmy sobie rady. Na przykład każda klasa przygotowuje kilka ciast, które później sprzedajemy podczas przerw, a zebrane środki przeznaczamy na konkretną pomoc.
Artur: To dość kreatywny sposób organizowania zbiórek. Nie tylko „stawiamy puszkę i prosimy o datek”, ale proponujecie coś w zamian.
Marta Kornaus: Dokładnie. Wspólnie szukamy pomysłów, angażujemy uczniów, rodziców i nauczycieli. Dzięki temu pomoc staje się też wspólnym działaniem całej społeczności szkolnej.
Artur: A ile osób angażuje się w działalność koła?
Marta Kornaus: W ubiegłym roku mieliśmy 36 członków. Teraz dołączają kolejni uczniowie, szczególnie z klas czwartych i piątych. Starsze klasy, czyli szósta, siódma i ósma, mają już doświadczenie i od dłuższego czasu działają w kole.
Artur: Jak wygląda rekrutacja? Uczniowie sami się zgłaszają?
Marta Kornaus: Informacje o naszej działalności są dostępne na stronie internetowej szkoły, wiedzą o nas również rodzice. Uczniowie mogą zdecydować, że chcą dołączyć. Oczywiście dodatkową motywacją jest też możliwość uzyskania wpisu na świadectwie.
Artur: I myślę, że nie ma się czego wstydzić, mówiąc o takich motywacjach. Wolontariat kojarzy się przede wszystkim z bezinteresowną pomocą, ale moim zdaniem jest też ogromną inwestycją w siebie — w kompetencje, umiejętność pracy w grupie czy zdolności organizacyjne. Zgadza się Pani?
Marta Kornaus: W zupełności. Widzę, jak dzieci, które są nieśmiałe czy wycofane, dzięki wspólnemu działaniu ze starszymi i rówieśnikami zaczynają się otwierać. Rozkwitają, promienieją, poznają swoją wartość i odkrywają własne talenty. Później pokazują je również w klasie czy podczas zajęć dodatkowych.
Artur: Czyli wolontariat może wpływać także na poczucie własnej wartości?
Marta Kornaus: Bardzo. Dziecko widzi, że jest potrzebne, że jego praca ma znaczenie. To daje mu poczucie sprawczości.
Artur: A czy zgodziłaby się Pani z tezą, że wolontariat może być swego rodzaju tarczą antyhejtową?
Marta Kornaus: Jak najbardziej.
Artur: Dlaczego?
Marta Kornaus: Bo kiedy młody człowiek trafia do grupy, w której czuje się potrzebny i doceniony, zaczyna patrzeć na siebie inaczej. Ma swoje miejsce, swoje zadania, swoje środowisko. Nie musi koncentrować się wyłącznie na tym, co ktoś o nim złego powiedział.
Artur: Znam sytuacje, w których uczniowie, którzy wcześniej za sobą nie przepadali, podczas wspólnej pracy zaczynali się dogadywać, a nawet zostawali kolegami. Wolontariat tworzy więc przestrzeń, w której można spotkać się poza codziennymi szkolnymi podziałami.
Marta Kornaus: Tak. I właśnie dlatego warto o tym mówić. Wszystkie działania, które sprawiają, że młody człowiek wybiera drogę współpracy, pomocy i zaangażowania, powinny być nagłaśniane.
Dzisiaj bardzo dużo mówi się o hejcie, wyśmiewaniu czy umniejszaniu drugiej osobie. Tym bardziej trzeba pokazywać coś przeciwnego: współdziałanie, wsparcie i zwykłą ludzką dobroć.
Artur: Spotykam się czasami z argumentem, że skoro wolontariat ma być bezinteresowny, to nie powinno się go specjalnie promować. Ja się z tym nie zgadzam. Nie chodzi przecież o to, żeby wolontariusz chwalił się: „Patrzcie, jaki jestem wspaniały”. Chodzi o pokazanie, że takie działania istnieją i że można się w nie zaangażować.
Marta Kornaus: Dokładnie. Jeśli dzięki temu jedna osoba na sto zdecyduje się zostać wolontariuszem i później sama pociągnie za sobą kolejne osoby, to już jest ogromna wartość.
Przecież warto mówić o dobroci człowieka do człowieka. Czasami młody człowiek sam zauważa, że ktoś z jego klasy potrzebuje pomocy. Przychodzi i mówi: „Pani Marto, jest w naszej klasie ktoś, kto chciałby pojechać na wycieczkę, ale rodziców na to nie stać”.
I wtedy możemy zareagować. Czasami wystarczy trochę dobrych serc i dziecko jedzie na tę wycieczkę. To są małe gesty, ale dla konkretnej rodziny mogą mieć ogromne znaczenie.
Artur: Współpracujecie również z parafią i Caritas. Jak wygląda ta współpraca?
Marta Kornaus: Nasz ksiądz proboszcz jest bardzo pomocny. Wspiera nas również wtedy, kiedy potrzebne są środki finansowe.
Bardzo ważne jest dla nas, żeby robić to z szacunkiem i dyskrecją. Dzieci uczą się, że nie można stawiać potrzebującego człowieka w niezręcznej sytuacji. Czasami przygotują jakiś drobny gest — kwiatek, kartkę — żeby pomoc nie była tylko wręczeniem pieniędzy.
Artur: Wspomniała Pani o dyskrecji. Jak przygotowujecie uczniów do takich działań?
Marta Kornaus: Raz w miesiącu mamy spotkanie naszego koła. Rozmawiamy, planujemy działania i zastanawiamy się, czego potrzebują inni. Uczniowie uczą się również, jak rozmawiać o trudnych sytuacjach i jak pomagać w odpowiedni sposób.
W spotkaniach uczestniczy także nasz asystent duchowny. Dzięki temu mamy przestrzeń do rozmowy, zadawania pytań i omawiania konkretnych przykładów.
Artur: Wolontariat ma też swoją drugą stronę. Nie chciałbym go przedstawiać wyłącznie romantycznie. Są przecież również sytuacje trudne, nieprzyjemne. Czy w Waszej szkole zdarzały się takie problemy?
Marta Kornaus: U nas nie mieliśmy sytuacji, w której członek wolontariatu byłby poniżany. Wręcz przeciwnie. Dzieci, kiedy zakładają czerwone koszulki z napisem Caritas, są z tego dumne.
Nowi członkowie otrzymują również legitymacje wolontariusza. To daje im poczucie przynależności i świadomość, że zdecydowali się na coś ważnego.
Artur: Na koniec moje ulubione pytanie — i jednocześnie podobno najmniej lubiane przez koordynatorów. Jednym zdaniem: dlaczego warto zostać wolontariuszem?
Marta Kornaus: Bo jest się wtedy wyjątkową osobą.
Artur: I tym zdaniem możemy chyba zakończyć.
Marta Kornaus: Zdecydowanie. Wyjątkową osobą.
Artur: Bardzo dziękuję za rozmowę.