Patrycja Gleisner
Patrycja: Cześć, jestem Patrycja Gleisner. Na co dzień studiuję prawo, a w wolnym czasie robię wolontariat w teatrze.
Artur: Czyli wolontariuszka z powołania w teatrze, czy gdzieś jeszcze się udzielasz?
Patrycja: Tylko w teatrze.
Artur: Okej. Co było pierwsze – teatr czy prawo?
Patrycja: Teatr.
Artur: No jasne. A powiedz, jak to w ogóle się zaczęło, bo słyszałem, że kiedyś nienawidziłaś teatru.
Patrycja: No dokładnie. Jako dziecko wolałam kino – mogłam sobie popcorn zjeść, colę wypić, chill. W teatrze? Nie wolno jeść, cisza, wszyscy się gapią… zero frajdy.
Artur: No i co się zmieniło?
Patrycja: Totalny przypadek. W liceum moja ówczesna najlepsza kumpela mówi: „Patrycja, patrz, rekrutacja na wolontariat w teatrze, idziemy?”. No to poszłyśmy. I tak już zostałam. Piąty rok leci.
Artur: Piąty?! Serio? Gratulacje. A przy jakich projektach pracowałaś do tej pory?
Patrycja: Mała Talia, Talia, warsztaty dla dzieciaków – praktycznie wszystko, co teraz wisi na fejsie, to ja tam byłam.
Artur: Wiesz co, Patrycja… ja chcę teraz trochę przewrócić tę narrację, bo wszyscy mówią „o wolontariusze tacy szlachetni, pomagają biednemu teatrowi”. A ja mówię: to przede wszystkim korzyść dla ciebie. Zgadzasz się?
Patrycja: W stu procentach. Najbardziej zyskałam pewność siebie. Wcześniej byłam mega wstydliwa, a tu nagle muszę gadać z ludźmi, rozdawać kwiaty, stać na scenie przed wszystkimi… i daję radę.
Artur: No właśnie – dajesz kwiaty gwiazdorom, to już jest mini-występ. A pamiętasz jakąś zabawną sytuację z tych backstage’owych?
Patrycja: O Boże… podczas Talii pan Sztur chciał mi dać buziaka w policzek, a ja uciekłam. Cały teatr tym żył :)
Artur: Widziałem to na własne oczy, śmiech na sali był ogromny. A teraz serio – warsztaty z dzieciakami. Widzę, że ta młodzież cię mega lubi. Co ci to daje?
Patrycja: To jest mój ulubiony temat w wolontariacie. Te dzieci dają tyle miłości, a ja im daję wsparcie, uczę tekstów, jestem z nimi non stop. To jest czysta bateria.
Artur: A przed teatrem miałaś w ogóle jakieś doświadczenie z pracą w zespole? Bo tam jest ostra dyscyplina.
Patrycja: Szczerze? Nie. Dopiero jak weszłam do teatru pięć lat temu, to mnie rzuciło na głęboką wodę. Trzeba być zwartym, zdyscyplinowanym. Teraz już pływam jak ryba.
Artur: I jesteś zadaniowa.
Patrycja: No tak. Skupiam się na zadaniu i robię je dobrze. Jak na razie nikt mi nie powiedział, że zepsułam
Artur: Pamiętam, jak cię kiedyś zapytałem, czy nie myślisz o pójściu w aktorstwo, a Ty od razu „ale ja studiuję prawo!”. To mnie zaskoczyło.
Patrycja: Bo ja wolę backstage. Kręcić się za kulisami, ogarniać, pomagać. Na scenie? Nie bardzo. Chociaż w sądzie pewnie będę musiała trochę poudawać – już teraz na symulacjach rozpraw w Krakowie wcielam się w kochankę i odstawiam dramę.
Artur: Czyli aktorstwo jednak jest, tylko w todze. A powiedz mi – teatr daje Ci szerszy pogląd na ludzi?
Patrycja: Ogromny. Zwłaszcza podczas spektakli. Widzisz tysiące osób – od normalnych, takich „po kielichu”, czasem niemiłych, dziwnych… i musisz ogarniać każdą sytuację. Nie ma opcji „siądę sobie i po prostu obejrzę”.
Artur: Czyli dalej zostajesz z nami?(ja również współpracuję z Teatrem im. L. Solskiego w Tarnowie)
Patrycja: Jasne, że tak. Nie planuję nigdzie uciekać. Chcę tu być jeszcze długo.
Artur: Dobra, ostatnie pytanie – takie standardowe ode mnie do wszystkich wolontariuszy. Jedno zdanie: dlaczego warto być wolontariuszem?
Patrycja: Warto, bo podczas wolontariatu poznajesz samego siebie – co potrafisz, czego nie, i w końcu robisz coś naprawdę dla własnej samorealizacji.
Artur: Pięknie powiedziane. Dzięki, Patrycja.
Patrycja: Dzięki, Artur.