Jacek Brzeziński
Artur: Spotykamy się dzisiaj z Jackiem Brzezińskim – przedsiębiorcą, promotorem zdrowego trybu życia i społecznikiem. Jacek, czym dla Ciebie jest wolontariat?
Jacek: Wolontariat jest przede wszystkim przyjemnością i chęcią pomagania, dania czegoś od siebie innym, którzy tego potrzebują. To element codziennego wsparcia, a u mnie stała się już pewną rutyną. Traktuję to jako naturalną część życia. Jeśli jest możliwość zrobienia czegoś fajnego i przy okazji komuś pomóc – zawsze wchodzę w to z chęcią.
Artur: Zacznijmy od początku. Czy od razu stałeś się przedsiębiorcą, czy pracowałeś wcześniej na etacie, a może, tak jak ja, na umowach śmieciowych i dopiero później rozkręciłeś swój biznes?
Jacek: Oczywiście, już od czasów studiów pracowałem. Pierwsza praca była w klubach studenckich – za barem, w różnych lokalach. Z wykształcenia jestem magistrem inżynierem. Skończyłem AGH w Krakowie, kierunek gazownictwo ziemne na Wydziale Wiertnictwa, Nafty i Gazu. Piękne czasy. Później jeszcze kilka studiów podyplomowych. Cała moja wczesna kariera i budowanie doświadczenia rozpoczęła się właśnie w Krakowie.
Artur: A kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z wolontariatem na własnej skórze?
Jacek: Na studiach. Przez pięć lat studiów dziennych należałem do Fundacji Studentów, która organizowała wydarzenia sportowe i kulturalne. Dzięki temu wspieraliśmy zarówno społeczność studencką, jak i osoby potrzebujące. To był mój pierwszy poważny start i coś, co zostało w sercu do dzisiaj.
Artur: Bardzo dużo mówi się, że wolontariat to ratowanie świata i szlachetna postawa. Zgadzam się z tym. Ale ja widzę w tym też konkretną wartość rozwojową. Zgadzasz się, że bycie wolontariuszem przede wszystkim rozwija nas jako ludzi?
Jacek: Oczywiście. Świata w całości nie zbawimy, bo nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. Ale praca wolontariacka buduje charakter, nawyki, pewność siebie. Poszerza kręgi towarzyskie, tworzy nowe znajomości, które później mogą procentować w różnych dziedzinach. Ja uwielbiam pracować z ludźmi i te interakcje są dla mnie ogromnym motorem napędowym.
Artur: Do tej pory wyodrębniłem sobie kilka gałęzi wolontariatu: pomoc społeczna, ekologiczny, kulturalny, sportowy. W jakich obszarach działałeś przez te wszystkie lata?
Jacek: Było tego sporo. Wolontariat społeczny, charytatywny i sportowy. W sporcie czuję się zdecydowanie najlepiej, bo sam wywodzę się ze sportu. Organizuję akcje zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla dorosłych. Szczególnie bliska jest mi praca z dziećmi i młodzieżą, bo ich rozwój decyduje o tym, jakimi ludźmi będą w przyszłości.
Artur: Jak Ty to wszystko godzisz? Prowadzisz biznes, klub crossfitowy, wszędzie Cię widać – zloty motocyklowe, akcje, wydarzenia. Doba ma tylko 24 godziny. Jak się w tym odnaleźć?
Jacek: Podstawą jest dobra organizacja czasu. Kalendarz, wczesne wstawanie, poranna rutyna i aktywność od rana często do późnego wieczora. Nie ukrywam – ja to po prostu lubię. Lubię aktywny tryb życia, adrenalinę, która towarzyszy organizowaniu wydarzeń. Ta energia mnie nakręca i rozkręca.
Artur: Ostatnio spotkaliśmy się w azylu przy tej spontanicznej akcji z karmą. A jakbyś miał wskazać swoją najbardziej spektakularną, skalowo akcję wolontariacką?
Jacek: Jeśli chodzi o zwierzęta, to zdecydowanie akcja „Mrozy” dwa lata temu. Bardzo mocno rozdmuchana w mediach społecznościowych i na żywo. Prawie wszystkie zwierzaki z tarnowskiego azylu trafiły wtedy do tymczasowych domów, a część została na stałe. To mocno zapadło mi w pamięć. Ale tak naprawdę każdą akcję, szczególnie sportową, traktuję bardzo poważnie i daję z siebie 100%. Nie dzielę ich na większe i mniejsze.
Artur: Jedno zdanie na zachętę dla młodzieży – dlaczego warto zostać wolontariuszem?
Jacek: Po pierwsze – rozwijasz się. Po drugie – budujesz dobre nawyki. Po trzecie – robisz świetny start do dorosłego życia. Wolontariat zbliża ludzi do siebie, uczy realnych interakcji w czasach, kiedy wszyscy toniemy w telefonach i komputerach. To taki fajny „startup” do budowania charakteru i odporności.
Artur: Nasz projekt łączy wolontariat z przeciwdziałaniem hejtowi w szkołach. Myślisz, że bycie wolontariuszem może działać jak tarcza ochronna przeciwko hejtowi?
Jacek: Tak, zdecydowanie. Wolontariat daje wspólny cel, buduje wspólnotę. Hejt najczęściej biorą się z nudnego życia, braku pomysłu na siebie, frustracji i zazdrości. Osoby, które mają zajęcie, cel i realne relacje z ludźmi, są o wiele bardziej odporne.
Najlepsza rada? Ignorować hejt. Wdawanie się w dyskusje tylko go nakręca. Zamiast tego warto budować w sobie twardy charakter – miękkie serce, ale twarde stąpanie po ziemi. I zaczynać jak najwcześniej, jeszcze w okresie nastoletnim.
Dziękuję za rozmowę.