Aleksanda Rohulan
Artur: Proszę mi się ładnie przedstawi
.
Ola: Ola Rohulan.
Artur: I jesteś wolontariuszką. Byłaś wolontariuszką i jesteś zainteresowana wolontariatem dalej?
Ola: Tak, jestem. Byłam kilkukrotnie i teraz myślę o tym ponownie.
Artur: Zanim przejdziemy do innych form wolontariatu, którymi się udzielałaś, najbardziej mnie zainteresował ten ekologiczny. Z tego, co się orientuję, spędziłaś dwa tygodnie w gospodarstwie na Podkarpaciu – takim samowystarczalnym, zwanym permakulturą. Możesz trochę o tym opowiedzie
?
Ola: Jasne. To znaczy na tamten moment było częściowo samowystarczalne. Marcin nie miał już wtedy prawie żadnych upraw ze względu na zbliżającą się wyprowadzkę, jedynie jakieś zioła i owoce. Natomiast miał zupełnie darmową wodę. Miał też panele solarne, więc też miał za darmo energię elektryczną.
Artur: Na czym polegał twój wolontariat?
Ola: Głównie praca w kuchni – gotowanie dla uczestników warsztatów które się wtedy odbywały w siedlisku. Główny cel wolontariatu to była właśnie obsługa posiłków i pomaganie przy pakowaniu rzeczy do wyprowadzki.
Artur: O, widzisz, fajnie. A czy skorzystałaś tam jakoś w taki sposób, żeby dowiedzieć się więcej o permakulturze? Mogłaś wziąć udział w tych pracach? Przyjrzeć się z bliska?
Ola: Tak, jeden z tych warsztatów to właśnie był warsztat na temat permakultury podczas którego Marcin szczegółowo wyjaśniał ogólne zasady permakultury, pokzywał jak działają różne elementy siedliska i opowiadał o tym jak je tworzył i co go do tego zmotywowało. To byłó bardzo ciekawe.
Artur: Czyli można by założy
, że jedną z podstawowych korzyści twojej pracy jako wolontariuszki tam było uczestnictwo w tych warsztatach, tak? Nie musiałaś za nie płaci
, prawda?
Ola: Nie.
Artur: Okej. A kiedy to było?
Ola: W czerwcu zeszłego roku.
Artur: Jak się dowiedziałaś o możliwości podjęcia takiego wolontariatu właśnie w tej dziedzinie?
Ola: Z Facebooka. Obserwuję Marcina od jakiegoś czasu i coraz częściej myślałam o tym, żeby tam pojechać. Na początku zeszłego roku pojawiły się ogłoszenia na temat wolontariatu, a ponieważ był to ostatni warsztat przed jego wyprowadzką, stwierdziłam, że to ostatnia szansa.
Artur: Czyli Marcin prowadzi jakąś rekrutację wolontariuszy? Czy to było tak, że ty wpadłaś na pomysł?
Ola: Tak, był formularz który trzeba było wypełnić a później był kontakt z jego strony.
Artur: Czujesz się bardziej ekologiczna po tych dwóch tygodniach?
Ola: Tak, bardzo bym chciała mieć toaletę kompostową.
Artur: A jak to się przełożyło na twoje życie codzienne? Czy stałaś się bardziej minimalistyczna, generujesz mniej śmieci?
Ola: Tak, staram się zużywać mniej wody, a śmieci od dawna próbuję ograniczać.
Zwłaszcza kwestia wody ze mną została, bo Marcin kilkukrotnie poruszał temat marnowania wody przy spłukiwaniu toalet, podczas gdy toalety kompostowe nie tylko nie zużywają żadnych zasobów ale w dodatku je produkują...po kilku latach zwartość nadaje się do użytku jako kompost.
Artur: Myślisz, że byłoby to możliwe na szerszą skalę, globalnie, żeby tak ży
? Na przykład w miastach?
Ola: Globalnym, czyli na masową skalę? Ciężko to sobie wyobrazić, ale może to po prostu kwestia zmiany myślenia. Na pewno nie jest to dla każdego. Jesteśmy za bardzo przyzwyczajeni do wygód współczesnego życia, ale są ludzie którzy na codzień stosują toalety kompostowe. Jest to kwestia zmiany nawyków i odpowiednich warunków.
Artur: Jakich ludzi tam poznawałaś? Ile osób uczestniczyło w tych warsztatach?
Ola: Warsztaty permakulturowe to było około 15 osób. Były też drugie warsztaty – budowania społeczności, takie w kręgu. Przez kilka dni ludzie siedzieli w kręgu i budowali namiastkę społeczności. To była taka próbka życia z ludźmi w bliskiej współpracy i sąsiedztwie. W każdym warsztacie było około 15 osób.
Artur: Dobra, zostały ci jakieś kontakty po tym wolontariacie?
Ola: Tak, z Marcinem i Klarą. Byliśmy ich jakiś czas później odwiedzić z moim mężem. Jestem też w kontakcie z Olą która też była wtedy na wolontariacie i nauczyła mnie qigongu. Z tego jestem szczególnie zadowolona bo ten temat chodził za mną od jakiegoś czasu i teraz mam to cenne narzędzie które dużo mi daje.
Artur: Co to jest?
Ola: To są ćwiczenia z Chin, bazujące na medycynie chińskiej, na przepływie energii. Ogólnie rzecz biorąc działają korzystnie na całe ciało i wspomagają leczenie wielu dolegliwości.
Artur: I tego nauczyłaś się będąc tam, w trakcie tych warsztatów?
Ola: Tak. Warsztaty trwały po 4 dni w każdym tygodniu a w pozostałe dni miałyśmy sporo czasu dla siebie.
Artur: Czy zdecydowałabyś się kolejny raz podjąć taką pracę w takim miejscu?
Ola: Tak, chcę w lecie popracować w podobnym miejscu i docelowo kiedyś sama mieć siedlisko permakulturowe.
Artur: Uważasz, że sytuacja ekologiczna w Europie jak wygląda?
Ola: No co tu dużo mówić… Wyjałowione gleby, pestycydy, zła gospodarka wodna, różnego rodzaju zanieczyszczenia...Mnie szczególnie interesuje teraz temat żywienia, więc ostatnio byłam na spotkaniu z rolnikami produkującymi ekologiczną żywność z poszanowaniem ziemi, tzw rolnictwo regeneratywne, którzy zawiązują kooperatywę w okolicach Tuchowa. Powoli się to rozwija. Można od nich kupić warzywa, jaja, mięso, sery, chleb, przetwory, mąki. Bardzo chciałabym mieć kontrolę nad tym, jakiej jakości jest moja żywność.
Artur: Skoro się już z nimi poznałaś, to miejsce na przykład dla wolontariatu w rolnictwie sezonowym?
Ola: Tak, byliśmy z Łukaszem(mężem) w Niemczech i pracowaliśmy na farmie jako wolontariusze.
Artur: Aha, czyli jeśli jest to możliwe w innym kraju, to u nas też byłoby możliwe. Być może trzeba po prostu wzbudzić świadomość wśród rolników.
Ola: Na Workaway sobie zobacz. To jest taka najbardziej znana strona. Jest też Wwoof, Helpx i kilka innych. Są też inicjatywy w Polsce.
Artur: Z jakimi innymi formami wolontariatu spotkałaś się jeszcze w swoim życiu?
Ola: To były właśnie te główne. W Polsce też byliśmy z Workawaya, ale tam była inna praca. – Łukasz pracował przy remoncie domu, a ja zajmowałam się dziećmi, gotowaniem I trochę ogródkiem, więc inny był charakter pracy.
Artur: Pracowałaś z dziemi. Czy masz kierunkowe wykształcenie do pracy z dziećmi?
Ola: Mam.
Artur: Czyli żeby zostać wolontariuszką…
Ola: Nie, nie, tutaj w ogóle nie. Przez Workaway to jest bardzo luźne podejście. Ludzie się ogłaszają, dają zdjęcia, opis czego potrzebują i po prostu piszesz do nich ze swoim opisem. Żadnych certyfikatów, to jest bardzo nieoficjalne.
Artur: Czy ty sobie wybierasz kierunek, czy dajesz swoje CV i oni cię przypisują?
Ola: Nie, to bardziej tak działa, że wyszukujesz oferty które Cię interesują i sam piszesz do gospodarzy wiadomość o tym co możesz dać od siebie, jakie są Twoje umiejętności itp.
Artur: Pomyślałem też o tych samozbiorach. W zeszłym roku było dużo plonów, które się nie sprzedawały – szczególnie papryka. Rolnicy dawali ogłoszenia na Facebooku, że oddadzą za darmo, żeby się nie zmarnowało. Ludzie jeździli i zbierali sobie.
Ola: Tak, większość płaciła coś dobrowolnie, ale to był taki ludzki gest.
Artur: Czyli jako wolontariusz też możemy się uzbroić w jakieś zasoby i jest to w porządku?
Ola: Tak. Na każdym wolontariacie mieliśmy wyżywienie, a w jednym przypadku nawet dostaliśmy jakieś kieszonkowe z własnej inicjatywy gospodarzy.
Artur: Wychodzę z takim ważnym twierdzeniem, że jako wolontariusz czy wolontariuszka to człowiek pomaga przede wszystkim sobie. Czy ty się z tym zgadzasz?
Ola: No zawsze taka jest motywacja początkowa wszystkiego. Dla mnie to też jest pomoc – jeżeli pomagasz komuś, to ty się lepiej czujesz. To taki zdrowy egoizm.
Artur: No dobra, na koniec lubię zastrzelić tym pytaniem. Jednym zdaniem (lub kilkoma) powiedz mi: dlaczego warto zostać wolontariuszem?
Ola: Ponieważ można spróbować wielu rzeczy, do których normalnie nie byłoby dostępu. Poszerzyć swoje horyzonty, zdobyć wartościową wiedzę, kontakty, zasoby. Rozwijać się i jednocześnie zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka, dla świata.
Artur: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.
Ola: Dzięki.